W skrócie (Key Takeaways)
- Praca w trybie 24/7: obsługa tłumaczeniowa w systemie zmianowym podczas krytycznej fazy remontu rafinerii.
- Rola hybrydowa: połączenie tłumaczenia konsekutywnego z nadzorem nad bezpieczeństwem prac (HSE).
- Warunki ekstremalne: praca na rusztowaniach, w ciężkich warunkach pogodowych i przy dużym zmęczeniu fizycznym.
- Zarządzanie kryzysowe: koordynacja prac w warunkach fali zachorowań na COVID-19.
- Efekt: terminowe zakończenie prac serwisowych bez incydentów bezpieczeństwa (Zero LTI).
Wyzwanie: wyścig z czasem w stalowym labiryncie
Postój remontowy w rafinerii (tzw. Shutdown lub TAR) to operacja na otwartym sercu zakładu. Każda godzina przestoju liczona jest w tysiącach euro, a presja czasu jest ogromna. W takim środowisku znalazłem się wraz z moim zespołem tłumaczeniowym, aby wspierać rodzimą specjalistyczną firmę wykonującą prace serwisowe na instalacjach.
Było to fizycznie najbardziej wymagające zlecenie w mojej karierze. Praca nie odbywała się w klimatyzowanej sali, lecz na wielopoziomowych rusztowaniach, w upale, w pełnym słońcu i często w nieludzkich godzinach nocnych. Głównym wyzwaniem było zachowanie stuprocentowej precyzji komunikacji w warunkach ogromnego zmęczenia i hałasu przemysłowego.
Realizacja: tłumacz jako 'Safety Guardian'
W strefie zagrożenia nie ma miejsca na niedomówienia. Rola mojego zespołu z założenia wykraczała poza klasyczne tłumaczenia i obejmowała również obowiązki nadzoru prac budowlanych. Już pierwszego dnia wszyscy przeszliśmy szkolenie w tym zakresie zakończone testem, który sprawdzał zdobytą wiedzę i kompetencje językowe. Naszą pracę można scharakteryzować w następujący sposób:
- Nadzór nad procedurami: tłumaczenie i weryfikacja pozwoleń na realizację poszczególnych robót (Permit to Work) oraz kart LOTO przed każdym wejściem na strefę.
- Praca w terenie: ciągła obecność przy monterach – od poziomu zero aż po szczyty kolumn rektyfikacyjnych.
- Zarządzanie kryzysowe: błyskawiczne reagowanie na nieprzewidziane trudności montażowe i koordynacja z kierownictwem postoju.
Dodatkowym utrudnieniem była kolejna fala pandemii COVID-19, która sukcesywnie dziesiątkowała kadrę. Na miejsce przyjechałem pierwotnie na jeden weekend jako wsparcie, a musiałem zostać dłużej, by łatać luki kadrowe.
Wynik: sukces okupiony wysiłkiem
Projekt zakończył się sukcesem, prace serwisowe przebiegały zgodnie z harmonogramem, a instalacja została uruchomiona na czas. Chylę czoła przed moim zespołem – Kamilą, Michałem, Darkiem i Filipem – którzy podołali temu wyzwaniu.
Szczególne uznanie należy się Filipowi, który dołączył jako ostatni i od razu został rzucony na głęboką wodę, instruując przez radio chorwackiego operatora dźwigu. To zlecenie udowodniło, że tłumacz techniczny musi mieć kondycję maratończyka i stalowe nerwy.




